Pisałem już o tym w jakimś komentarzu, a teraz postaram się rozwinąć moje myśli.
Ogarnia mnie przerażenie, gdy czytam niektóre rzeczy. Innym razem po lekturze jestem znudzony jak diabli. Raz boję się, że moja "twórczość" to nie wiele więcej niż jakieś szkolne wierszyki dzieciaczka z Kujaw, a z drugiej strony widzę chaos i niedoskonałość niektórych pseudoartystów, którzy puszą się przed publicznością jak pawie w Parku Łazienkowskim.
No i zastanawiam się i chyba robię to za często bo ciągle boli mnie głowa. Chyba najlepiej wychodzi nam branie życia na trzeźwo. Intuicja rzadko nas zwodzi, ale tak ciężko usłyszeć jej głos... Fuck.
Po dwóch miesiącach na
Liternecie poezja mocno mi się przejadła. Pewnie dlatego, że nie mam przyjaciół, którzy chwaliliby mnie w każdym komentarzu. Nie mam też cycków, którymi mógłbym przyciągnąć potencjalnych czytelników.
Wychodzi na to, że jedyne co mam to talent, w który nawet ja wątpię, ale obiecałem komuś, że chociaż spróbuję się wybić, zamiast od razu składać broń. Każdego poranka przeklinam siebie za tamte słowa, ale nie mam wyjścia, muszę mierzyć się z własnymi słabościami, a do tego wszystkiego dochodzi słabość systemu, szczającego na takich jak ja. Trudno. Nie mam innego wyjścia.
Zresztą, każde piekło da się przejść, trzeba tylko pewne rzeczy sobie uświadomić.
Przyszła w moim życiu pora na poszukiwanie mentora z krwi i kości, a nie z druków lub nagrań. Kiedyś pisałem o wiele gorzej, zresztą na pewno widać to na tym blogu, który strasznie się zmienił odkąd go założyłem. Ale teraz wiem, że potrzebny mi ktoś, kto wciągnie mnie pod swoje skrzydła i wprowadzi w towarzystwo. Nie chcę tego, ale jakie mam wyjście?
Nie lubię tego środowiska. Kiedyś pisarze i poeci uchodzili za wielkich ludzi. Dziś wysypało ich się znacznie więcej, a sztuka zamieniła się w biznes. Kucie kolejnych książek, rok po roku, by wysycić rynek bestsellerami. Gdy spoglądałem na grupę młodych ludzi, którzy zebrali się na spotkaniu promującym jakąś śmieszną książkę (Głowę mi utnijcie, nie mam pojęcia o czym ten człowiek napisał), miałem wrażenie, że jestem obdartusem, który zamiast chodzić na wieczorki literackie, powinien oglądać mecz z kumplami w barze obok.
Dlaczego?
Strój, sposób zachowania i wysławiania się. Potrzeba wywyższenia się ponad innych, bycia kimś lepszym, kimś innym, w pewnym stopniu jakaś autokreacja. To wszystko mi nie odpowiadało, ale przemyślałem ich podejście bardzo dokładnie.
Wiem kim jestem, jak się nazywam. Od czasu do czasu pogrywam różnymi kreacjami, ale nie zapominam, że tak naprawdę nie znam się na literaturze, sztuce, a nawet, gdy przyjrzeć się moim papierom, ortografii. (Zresztą byki strzelam od dziecka, jak każdy człowiek pewnie). Moje życie nie ma dla ludzi większej wartości, więc o nim nie pisuję, skupiam się na osobach ze swojego otoczenia, tak jakby chcąc się oderwać od wrodzonego egocentryzmu.
Nie mówię, że wszyscy są źli bo nie chcą się ze mną bawić. Sam mam opory by pchać się do piaskownicy wypełnionej ludźmi różnego pokroju. Artyści są burzliwi. Albo uważają się za takich i wszczynają różne kłótnie, dyskusje i skandale. Szczytem wyrafinowania jest udusić kogoś sarkazmem, karmiąc go wcześniej, porcjami groteski.
Pieprzony kraj Gombrowicza. Gdy zaczynam nad tym myśleć, ogarnia mnie wrażenie, że wszystko, dosłownie wszystko, może być po prostu okrutnym, przerysowanym żartem.
Dziś usłyszałem od matki, że powinienem zastanowić się nad tym, czy lepiej by nie było, gdybym wypierdolił za granicę. Po jednej wizycie w aptece, gdzie jakaś staruszka pozbyła się połowy renty w celu nabycia wiadra lekarstw, czarter na zmywak wydał się niezwykle kuszącym rozwiązaniem. Zarobić co nie co i zwiać zanim wszystko zacznie się paprać. Naprawdę, czasem nie wiem jak zaplanować swoje życie by wszystko się ułożyło po mojej myśli. I tak w ostateczności improwizuję, ale wypadałoby mieć chociaż pewien zarys, jakąś mapę czy coś takiego...
Smęcenie znika gdy w uszach rozgaszcza się muzyka.
Byłem na koncercie L.u.c.-a z Justyną. Zagrał w Gdańskim Żaku. Cholerny geniusz słowa i muzyki, do której stopniowo dojrzewam. Zresztą, pewnie całe życie mi to zajmie.
Ta notka nie ma ładu i składu. No już trudno. Wylałem to z siebie, więc idę się uczyć.
Pencey